5/25/2016

Epilog: Wybaczenie


                       26.12.2017


  Na niebie w kolorze atramentu pojawiły się pierwsze gwiazdy. Wśród nich jasno świecił księżyc tuż nad wodą. Spokojne fale odbijały się od brzegu. Victoria nie chciała wracać do Muszelki nie mogąc przestać się napatrzeć na piękny widok. Nie przeszkadzał jej nawet mróz. Obecność radosnych i zakochanych w sobie Tedda i Victoire także nie zachęcał jej do powrotu.
W tamtym momencie rozważała nawet powrót następnego dnia do domu ojca. W myślach przeklinała siebie, że pojechała do przyjaciół na święta. Nie mogła patrzeć na zakochaną parę. Nie chodziło o to, że nie cieszy się z ich szczęścia. Tutaj chodziło o wybrankę Teddyego. I o to, że nie była nią ona. Wtedy znów poczuła się odtrącona i jeszcze bardziej samotna niż wcześniej. Ostatnio czuła się tak pół roku wcześniej w... celi.
Na wspomnienie tamtych wydarzeń przeszły ją po plecach ciarki. Tamto wydarzenie zostawiło ślad na jej psychice. Chociaż Śmierciożercy zostali złapani i przybywali w więzieniu ona wciąż czuła lekki niepokój na samą myśl o nich.
      Niespodziewanie w oddali dostrzegła zbliżającą się w jej kierunku postać. Poznała go niemal od razu. Wraz z wyostrzaniem się rysów jego twarzy czuła, jak napinają się jej mięśnie. Zacisnęła zęby i stała jak posąg uważnie mu się przyglądając. W głowie miała mętlik, kiedy stanął przed nią Draco Malfoy. Zauważył jej czujne spojrzenie. W jednej chwili pomyślała o wszystkich rzeczach jakich mówił o wujku Draco Teddy. Nigdy go nie poznał i mimo tego nie czuł do Malfoyów sympatii ze względu na ich opinie o mugolakach. W Świecie Magii wszyscy patrzyli na nich jak na zdrajców, a słowa przyjaciela utwierdzały ją tylko w przekonaniu, że człowiek stojący przed nią gardzi ludźmi takimi jak ona. Były Śmierciożerca, przeszło jej mimowolnie przez myśl. Po powrocie ze szpitala do domu chciała wyjaśnień i złapania sprawców. Niczego bardziej nie pragnęła niż poczucia bezpieczeństwa i zapewnienia, że jest bezpieczna. To wtedy usłyszała od Teddy`ego po raz ostatni o tym mężczyźnie. Wciąż pamiętała jego zmartwiony wzrok, gdy prosił ją aby trzymała się od Malfoyów z daleka. Dlaczego, zapytała drżącym głosem. Niechętnie powiedział jej, że Draco był podejrzany o uprowadzenie jej, ale został zwolniony z zarzutów ze względu na brak dowodów. Jednak ta informacja miała zostać pomiędzy nimi. Wujek Harry prosił mnie żebym na nich uważał, powiedział. Martwię się o ciebie, Vicky. Ty też uważaj na tą rodzinę. To nie jest dobre towarzystwo. Oni byli Śmierciożercami.
     Widząc go zadziałała instynktownie. Sięgnęła do kieszeni kurtki po różdżkę. Mam paranoję, przeszło jej przez myśl. Nie ominęło to jego uwagi.
   —   Czekaj – powiedział, a ona zacisnęła palce na różdżce. — Nie zrobię ci krzywdy. - Zmarszczyła brwi.  
   —   To może wejdzie pan do domu? - zaproponowała, chociaż czuła się dziwnie zapraszając obcą osobę do nie swojego domu. Jednak nie czuła się komfortowo w jego obecności. 
   —  Nie mam, o czym rozmawiać z domownikami – stwierdził, a ona otworzyła szeroko oczy. — Chciałem zobaczyć się z tobą. - Victorii zakręciło się w głowie. Zacisnęła palce na różdżce. 
     My chyba także nie mamy, o czym rozmawiać – odpowiedziała stawiając jeden krok do tyłu, a Draco podniósł jeden kącik ust. 
   Jesteś pewna? - zapytał i zanurzył dłoń do kieszeni kurtki, a kiedy ją wyciągnął blask Księżyca odbił się od łańcuszka. Vicky otworzyła szeroko oczy nie mogąc uwierzyć własnym oczom. Zmieniacz czasu...
     Niewiele myśląc wyjęła różdżkę z kieszeni i wycelowała w jego stronę. 
     Drętwota! - krzyknęła, a z magicznego przedmiotu wyleciało jasne światło, ale nie trafiło ono Draco. Dziewczyna rzuciła się do ucieczki. Biegła w stronę Muszelki, ale zanim zdążyła krzyknąć mężczyzna wyjął różdżkę i rzucił na nią zaklęcie. 
   Drętwota! - Victoria słysząc zaklęcie odwróciła się i upadła plecami na przykrytą śniegiem ziemie. Pomimo uporczywych wysiłków nie mogła się ruszyć. Czuła, jak do jej oczu napływają łzy. - Chcesz ich tutaj sprowadzić?! Nie odzyskasz wtedy zmieniacza czasu!
      Draco nachylił się nad nią i spojrzał jej w oczy.
     Wysłuchasz mnie, czy ci się to podoba czy nie, a potem rób co chcesz. - Dziewczyna uważnie mu się przyglądała, kiedy wziął jej różdżkę do ręki. Nie pamiętam tego, co się wydarzyło, ale tydzień temu znalazłem zmieniacz czasu i zrozumiałem, że musieli rzucić na mnie zaklęcie zapomnienia. Domyślam się, że Potter ma rację i musiałem cię porwać i oddać Śmierciożercom, ale to ja także włożyłem ci różdżkę do buta abyś mogła stamtąd uciec. - Jaka wspaniałomyślność, przeszło jej przez myśl. Patrzyła z nienawiścią w jego stalowoszare oczy. Odnosiła wrażenie, że mówi prawdę. Jednak głos jej rozsądku podpowiadał jej, że jest niebezpieczny i kłamie. - Nie wiem, co musieli zrobić, że to zrobiłem... może mi grozili. Nie wiem.
Poszłabym wtedy do aurorów, przeszło jej przez myśl, ale po chwili zdała sobie sprawę z tego, że sama tak nie zrobiła. Nie pokazała Harry`emu Potterowi zmieniacza czasu... gdybym to zrobiła, to może wszystko inaczej by się potoczyło...
    Prawdopodobnie znalazłem zmieniacz czasu. Domyśliłem się, że o to chodziło Yaxleyowi i dlatego ci go zabrałem. Jednak myślę, że musieli rzucić na mnie zaklęcie zapomnienia... i dlatego nic nie pamiętam. Dopiero tydzień temu znalazłem zmieniacz czasu.
Jego szare oczy uważnie jej się przyglądały. Victoria gorączkowo myślała, jak sprowadzić pomoc, jednak po chwili uświadomiła sobie, że ten mężczyzna nie musiał jej o tym mówić i zabić albo uprowadzić ją od razu. Jednak nie zrobił tego. Patrząc w jego oczy miała wrażenie, że jest smutny, może nawet trochę przestraszony i zdenerwowany. W jego oczach odnalazła coś, co wskazywało na to, że on nie mógł być zły. I nie mógł jej uprowadzić. To było niemożliwe, aby był kiedyś Śmierciożercą.
Z czasem poczuła jak jej mięśnie się rozluźniają. Poruszyła się i usiadła na ziemi. Draco wyciągnął do niej rękę, ale ona wstała bez jego pomocy.
     Nie znalazłabym się w tej celi gdyby nie pan – warknęła wściekle patrząc mu w oczy. Sama była zaskoczona tonem głosu z jakim to do niego powiedziała. Jej serce zabiło szybciej. Jednak Śmierciożercy nie kłamali, pomyślała. Chciała jak najszybciej pobiec do Muszelki i powiadomić o wszystkim Harry`ego Pottera, który był w ich domu. Jednak on podał jej bez słowa różdżkę i zmieniacz czasu.  
  Nie przyszedłem cię prosić o wybaczenie, tylko oddać ci to, co do ciebie należy. - Zabrała od niego magiczne przedmioty i zaskoczona przyjrzała im się. 
  Czemu pan mi go oddał? - zapytała. Chwilę milczał zwlekając z odpowiedzią. 
  Bo... bo to nie jest mi potrzebne – odparł zgodnie z prawdą, a ona popatrzyła na niego zaskoczona. 
   Jak to? Przecież pan właśnie mi się przyznał do tego, co zrobił!
      Draco Malfoy odszedł parę kroków od niej. Myślała już, że zniknie bez słowa i nigdy nie pozna odpowiedzi na jego pytanie, kiedy on odwrócił się i z uśmieszkiem jej odpowiedział:
   — Bo nazwisko Malfoy wcale nie oznacza tchórz.
       I wtedy zniknął pozostawiając ją z mętlikiem w głowie. Mimo uporczywych myśli, żeby opowiedzieć o tym wszystkim przyjaciołom albo nawet Harry`emu Potterowi postanowiła pozostawić to dla siebie. Schowała różdżkę do kieszeni i obróciła w palcach zmieniacz czasu, którego szukali Śmierciożercy, a teraz aurorzy. Spojrzała na spokojną taflę wody.
Nagle przeszło jej przez myśl aby go wyrzucić do morza. Nie chciała aby ktokolwiek używał to narzędzie. Jest zbyt niebezpieczne, pomyślała. Jednak kiedy już się zamachnęła i miała wyrzucić magiczny przedmiot... to nie otworzyła dłoni. Nie potrafiła.
        Nie potrafiła pozbyć się ostatniej rzeczy po swoim dziadku. 
   
       Rozbita i zamyślona wróciła do Muszelki, w której panowała cisza. Prawdopodobnie wszyscy poszli już spać, przeszło jej przez myśl. Usiadła przy kominku aby się wygrzać, kiedy niespodziewanie dostrzegła siedzącego na fotelu Harry`ego Pottera. Chciała już zawrócić i pójść do pokoju, który dzieliła z Victoire, kiedy szef Biura Aurorów się odwrócił do niej i ciepło uśmiechnął.
     Chciałbym z tobą porozmawiać, Vicky. Masz chwilę? - zapytał. Serce zabiło jej szybciej. Jej nogi stały się miękkie jak z waty. Niepewnie podeszła do kominka bojąc się, że mężczyzna wie o tym, że rozmawiała z Draco Malfoyem. Jednak, gdy chciała już mu o tym powiedzieć usta odmawiały jej posłuszeństwa. Wiem o twojej rodzinie... pan Johnson mi o wszystkim powiedział. - Odetchnęła z ulgą. Usiadła na fotelu obok Harry`ego. Chciałem ci tylko powiedzieć, że – kontynuował ostrożnie dobierając słowa – że moja rodzina także nie akceptowała tego, że jestem czarodziejem. 
     Spojrzała na niego zaskoczona z szeroko otwartymi oczami.  
      Naprawdę? 
      Tak. Jestem sierotą. Moi rodzice zmarli, gdy byłem mały. Wychowywałem się z wujostwem i kuzynem, którzy są mugolami. Jednak oni wiedzieli o istnieniu magii i traktowali mnie jak popychadło trzymając w tajemnicy moje zdolności... póki nie dostałem listu z Hogwartu – powiedział z lekkim uśmiechem na ustach na wspomnienie swoich jedenastych urodzin. Vicky przyglądała mu się uważnie nie mogąc uwierzyć, że Wybraniec mógłby wiedzieć, jak ona się czuje. I wiedzieć, jak to jest, gdy stoisz pomiędzy światami nie wiedząc dokładnie, do którego należysz. 
   Chciałem ci tylko powiedzieć, że masz wybór i każdy z nas go ma. I nikt nie może nam go odebrać – mówił i spojrzał jej uważnie w oczy. Jej serce zabiło mocniej. Nikt nie może nam go odebrać. I zawsze możemy się wycofać. Tak jak twój dziadek. Albo zostać i nauczyć się wszystkiego o świecie magii... jak ja. 
     Ale ja nie chcę się wycofać! - powiedziała szybko, a on tylko się uśmiechnął. 
     Wiem o tym. - Wstał z fotela i złapał ją za ramię. Chciałem ci tylko powiedzieć, że my mieliśmy wybór, a twoja matka... nie.
     Mężczyzna zaczął odchodzić. Kiedy stanął w progu Gryfonka go zatrzymała rozumiejąc już, co miał na myśli Harry.
   —  Czy pan wybaczył swojemu wujostwu... że pana okłamali? - Przez chwilę milczał. Odwrócił się w jej stronę i z delikatnym uśmiechem spojrzał na nią przez okrągłe okulary.  
   Wybaczyłem im wszystko – odparł. Dobranoc, Vicky – rzekł i odszedł. Po chwili słyszała ciche skrzypienie schodów.

29.12.2017
       Biały puch spadał z nieba i stopniowo pokrywał ziemie. Victoria ciężko odetchnęła przekraczając próg cmentarza. Zacisnęła palce dłoni, w której trzymała białą różę.
      Gryfonka więcej razy nie wracała do rozmowy z Harrym o swojej czy jego rodzinie. Jednak parę dni w Muszelce poświęciła na rozmyślaniach. Starała się postawić siebie w sytuacji Jane, jednak nie potrafiła. Nie chciała wyobrazić sobie swojego życia bez magii wiedząc, że ona istnieje. Być może wtedy też zrozumiała, że jest czarownicą. Mimo tego, że niektórych rzeczy wciąż nie potrafiła zrozumieć i nie wiedziała, jaką dalej wybierze ścieżkę i do jakiej pójdzie szkoły po Hogwarcie. Dopiero wtedy dotarło do niej, że zawsze była, jest i będzie czarownicą.
      Ona miała wybór i go dokonała. Jane tego nie dano.
      Ułożyła białą różę na płycie i lekko się uśmiechnęła nie hamując łez spływających po jej policzkach.
     Wybaczam ci, mamo – szepnęła w przestrzeń zdławionym głosem.



 _______

To ostatni rozdział opowiadania. Chciałabym podziękować wszystkim, którzy go czytali za poświęcony czas.
Na razie nie zacznę pisać nowego opowiadania, ale gdybym założyła nowego bloga na pewno o tym poinformuję na Zmieniaczu Czasu Victorii. 
Pozdrawiam.
Ann Dreamy.


2 komentarze:

  1. Przepraszam, że z takim opóźnieniem, ale dawno nie pojawiłam się na żadnym blogu o tematyce potterowskiej.
    Muszę przyznać, że bardzo spodobał mi się epilog i sposób w jaki zakończyłaś tę historię. To opowiadanie skończyło się inaczej niż każde inne i może to dlatego tak bardzo je lubię. Victoria uszanowała szczęście Teddy'ego i Victoire i nie mieszała się miedzy nimi, co mi naprawdę przypadło do gustu. Dziewczyna pokazała, że jest szlachetna i bardzo troszczy się o swoich przyjaciół, gdyż przekłada ich szczęście ponad swoje. Naprawdę jestem pod wrażeniem i bardzo chętnie przeczytałabym jeszcze jedno opowiadanie twojego autorstwa. (Tak na marginesie: zastanawiam się, co robisz z pierwotną wersją historii Victorii i zmieniacza czasu, zamierzasz ją kontynuować?)
    Życzę wszystkiego dobrego, jeśli zdecydujesz się na ponowne opowiadanie. Pozdrawiam,
    Absailer

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz.
      Cieszę się, że podobał Ci się epilog.
      Szczerze mówiąc, to na razie nie mam w planach pisania nowego opowiadania. Myślę, że gdybym miała zacząć pisać nowe opowiadanie, to niekoniecznie byłoby o tematyce potterowskiej.
      Jeśli chodzi o pierwotną wersję "Zmieniacza Czasu Victorii", to nie mam w planach kontynuowania jej. Tamta wersja była zbyt niedopracowana, ale kto wie. Może kiedyś ją dopracuje i wrócę z tą historią.
      Dziękuję, również życzę wszystkiego dobrego i bardzo dużo weny :D

      Pozdrawiam,
      Ann Dreamy.

      Usuń

Obserwatorzy